Jest taki dzień

Jest taki dzień, kiedy odkładamy na bok codzienne troski i problemy.

Zwalniamy tempo życia, zapalamy znicze, kładziemy symboliczne kwiaty na grobach tych, którzy odeszli na zawsze. Tak jest co roku. Tak dyktuje tradycja. Kiedy tego dnia palą się migotliwe światełka wspominamy zmarłych. Ożywają oni w płomykach listopadowego wieczoru i toczą wieki dialog z naszymi myślami. Oni też są mądrzejsi od nas o swoją śmierć. Powracamy pamięcią do wspólnie spędzonych chwil. Przypominamy sobie jakieś sceny i obrazy, czasem o powikłanej chronologii i niejasnym układzie. Zdają się krążyć wśród naszych zamyślonych postaci, bo święto to zawsze było czasem owego przenikania, czy też więzi dwóch światów. Nasi przodkowie wierzyli nawet, że tego dnia ci co odeszli odwiedzają swoje domy, że zaglądają do tak samo już podeszłych krewniaków, że wręcz jedzą i piją i weselą się, jak gdyby całkiem udało im się zdobyć na tę chwilę realny byt i realne życie. W dzień zmarłych wspominamy bliskich nam i drogich. Myślimy o tych, z którymi już nigdy nie będziemy się dzielić swoimi kłopotami i radościami. Pamiętamy o tych, z których brakiem, mimo upływu czasu wciąż nie możemy się pogodzić. To naturalny człowieczy bunt, jaki zawsze rodzi świadomość nieuchronności przemijania. Śmierć jest nieuniknioną oznaką przemijania czasu, a jednak zawsze wywołuje głęboki żal i smutek. Jeszcze boleśniej przeżywamy śmierć, kiedy jest rezultatem przypadku, tragedii, wojny czy waśni między ludźmi. Myślimy o tym, co przekazali nam rodzice i co sami chcemy pozostawić tym, których dziś wychowujemy. W tym dniu jednoczymy się wszyscy wobec namacalnej nieomal, tu na cmentarzu kruchości życia i powstaje pytanie: co robić, Jak postępować, aby swój czas przeżyć jak najlepiej, jak najpożyteczniej. Odpowiedzieć musi sobie każdy sam, ale chyba nie ma takiego, który nie chciałby, aby i po nim pozostały kiedyś dobre wspomnienia.